Pod maską iluzji - "Wariacje enigmatyczne" w Teatrze Ateneum, recenzja
Sporo czasu minęło od premiery spektaklu Érica-Emmanuela
Schmitta „Wariacje enigmatyczne” w Teatrze Ateneum, ale sam sobie winny jestem,
że nie zobaczyłem go wcześniej. A że scena kameralna Ateneum skrywa prawdziwe
perełki, nie mogłem sobie odmówić odkrycia kolejnej z nich. Zwłaszcza, że na
scenie spotykają się Krzysztof Tyniec i Grzegorz Damięcki.
Na
zagubionej pod kołem podbiegunowym norweskiej wyspie Rosvennoy mieszka od dziesięciu
lat zdziwaczały samotnik Abel Znorko, laureat literackiej Nagrody Nobla,
kontemplujący tu życie i również tutaj się przed nim skrywający. Niedawno
opublikował swą dwudziestą pierwszą powieść, tak różną od dotychczasowej
twórczości „Niewyznaną miłość” będącą zapisem długoletniej namiętnej korespondencji
miłosnej pomiędzy alter ego autora a niejaką Evą Larmor. Ile w niej fikcji, a
ile prawdy? Książka staje się bestsellerem i sprowadza na wyspę dziennikarza
prowincjonalnej gazety, Erica Larsena, który o dziwo otrzymał zgodę na wywiad
od milczącego przez lata pisarza. Między mężczyznami rozpoczyna się fascynująca
psychologiczna gra. Dialog wykraczający daleko poza zwykłą dziennikarską
rozmowę. Słowny klincz, w którym każdy chce ugrać coś dla siebie, skrywając
przed drugim własne motywacje. Pojedynek na niewygodne pytania i nieszczere
odpowiedzi. O cienie przeszłości, o dedykację dla H.M., o związki z mało
znaczącą mieściną Nobrovsnikiem, o tytułowy utwór Edwarda Elgara, w końcu o
miłość do konkretnej kobiety. Bo łączy ich znacznie więcej, niż mogliby
przypuszczać. I choć tylko jeden z nich zna prawdę, to dozuje ją umiarkowanie,
badając grunt, wyczekując i budując sceniczną narrację zgodnie z intencją
autora.
Reżyser Artur Tyszkiewicz znakomicie wykorzystał niuanse tekstu w nowym
przekładzie Jana Nowaka, uwypuklając teatr słowa, pauz i gestów, a jednocześnie
rezygnując z fajerwerków oryginału. To bodaj pierwsza inscenizacja „Wariacji
enigmatycznych”, w której nie usłyszymy wystrzałów strzelby Znorki; w którym
nie będzie się on jawił jako na poły szaleniec; gdzie napięcie budować będzie
sam dialog, lecz nie intensywnością i prędkością wypowiadanych fraz, lecz
spokojem i głębią budowanej atmosfery, szumem morskich fal za oknem oraz
dźwiękami muzyki Elgara wzbogaconymi o improwizacje Jacka Grudnia. I tak jak Wariacje
„Enigma” krążą wokół ukrytego przez kompozytora tematu muzycznego, tak i
rozmowa naszych bohaterów kluczy wokół skrywanych przez lata tajemnic, które
wychyną w końcu na światło dzienne zderzając się z rzeczywistością.
Abel
Zorka w wykonaniu Krzysztofa Tyńca jawi się początkowo jako zgorzkniały
mizantrop, z pewną dozą wyższości dworujący sobie z gościa. Ironizuje, szydzi, lekceważąco
zbywa Larsena zamknięty w skorupie cynicznego kabotyna. Tyniec z perfekcją dopracował
każdy gest, każdą pauzę, grymas czy spojrzenie – nie szarżuje, nie ucieka w emfazę,
ale z pełną konsekwencją gra swoje. Gdy sprawdzone metody nie pozwalają pozbyć
się intruza stopniowo ulega ciekawości, a dotychczasową nonszalancję zastępuje
coraz większym zdziwieniem i podejrzliwością. Gdy opadną maski zostanie już
tylko wymalowane na twarzy cierpienie obnażające żal za utraconą miłością i
bezbrzeżną samotność. Z uwagą partneruje mu na scenie Grzegorz Damięcki - początkowo
układny, a nawet zdeprymowany obcowaniem z noblistą, dość szybko przechodzi do natarczywych
pytań znacznie wykraczających poza dziennikarskie rzemiosło. Cierpliwie drąży skałę
i odsłania gardę jedynie po to, by zadać kolejny słowny cios. Jednocześnie
pozostaje w stałym napięciu, trzymając przy sobie kurczowo bagaże i płaszcz,
jakby w każdej chwili gotowy do ucieczki. Larsen też pozwala sobie na ironiczne
wstawki, ale ich sens pozostaje ukryty. Buduje atmosferę niepewności, maskuje prawdę,
by zmusić Znorkę do wyznań, ale on także boi się obnażyć i zrzucić uwierającą
go maskę. Ostatecznie okazuje się równie połamanym przez życie, ogarniętym
tęsknotą człowiekiem szukającym po prostu bliskości. Aktorzy tworzą nastrój
skandynawskiego thrillera psychologicznego, ale przychodzi im to naturalnie i
ze swobodą. Dialog gęstnieje, krąży pośród porozrzucanych książek, odbija się w
szklaneczce whisky i flirtuje z klawiszami pianina. Jednocześnie bawiąc się
tekstem nie stroni od humoru, spontanicznych ripost i celnych puent podanych z
lekkością i wyczuciem. Chapeau bas!
„Wariacje
enigmatyczne” odkrywają przed widzem pokłady ogromnej wrażliwości na drugiego
człowieka. Fascynuje znakomicie podane przez Tyszkiewicza spojrzenie Schmitta
na głębię ludzkiej natury. Na bezustanną pogoń za miłością, której się pragnie,
a która uwiera i ogranicza. W Ateneum, dzięki kreacjom Tyńca i Damięckiego, wybrzmiewa
i prawda i kłamstwo. Dwóch sentymentalnych mężczyzn przeżyło coś wspaniałego
dzięki stworzonej iluzji. Czy będą w stanie przełamać wewnętrzne bariery, by trwać
w uczuciu pozbawieni użytecznych masek fikcji? Ha, o tym przekonać musicie się
już Państwo sami.
Tekst Marek Zajdler, fot. Andrzej Iwańczuk/Reporter